Rodzina Stanuli
Życie z psem

Co dwa psy to nie jeden kot

Od kiedy pamiętam, chciałam mieć kota.

Czar­nego dachowca. Miał być czarny jak Boni­facy i słodko głu­piutki jak File­mon. Mia­łam jakieś 6 lat, gdy ojciec przy­wiózł kociego szcze­niaczka z kursu dla leka­rzy (podobno kotka jed­nej z leka­rek się oko­ciła i ta roz­dała malu­chy). Kocie dziecko zostało jed­nak za wcze­śnie ode­rwane od matki. Pomimo tego, że upar­cie kar­mi­łam malu­cha mle­kiem (poda­wa­łam mu je do pyszczka pipetą), maluch nie czuł się za dobrze. Rodzice wywieźli go na wieś do czar­nego kota (a jakże) mojej pra­babki. Ten czarny kot miał się nim niby zaopie­ko­wać. Po wielu latach zro­zu­mia­łam, że to bajka dla mnie wymy­ślona. Podob­nie jak „wujek”, który zamiesz­kał z sąsiadką i jej dziećmi, gdy jej mąż wyje­chał na kilka lat na roboty do Nie­miec. Teraz wiem, co to był za „wujek”. Za to do dzi­siaj nie wiem, co naprawdę stało się z moim kot­kiem.

Niektóre psy gryzą.

Mniej więcej w tym samym czasie, czyli gdy miałam 6 lat, ugryzł mnie pies. Biegałam z dzieciakami, bawiąc się w berka. Właścicielka psa „wyprowadziła”go na spacer. To wyprowadzenie polegało na tym, że otworzyła drzwi na 3. piętrze, a pies zbiegł sobie na dół. To były takie czasy, że domofonów nie było, a drzwi wejściowe na klatkę schodową były otwarte całe lato. Co do sposobu wyprowadzania psów to w moim rodzinnym mieście nadal praktykowany zwyczaj. Pech chciał, że gdy pies wybiegał z klatki, ja akurat przebiegałam koło drzwi wejściowych. Tak się cieszyłam, że szybko biegnę. Widocznie psina miała jakieś geny myśliwskie i pomyliła mnie ze zwierzyną. Pogryzienie nie było może dotkliwe, przynajmniej fizycznie skończyło się na kilku dziurach w łydce i mega siniaku. Dużo gorzej z psychiką. Zaczęłam panicznie bać się psów.

I tak przez trzydzieści lat obchodziłam psy z daleka, starałam się nie wchodzić im w drogę, a nawet z ich drogi schodziłam. Psie sprawy nie interesowały mnie kompletnie. W domu mąż, dwoje dzieci, takie już w miarę odchowane. W sensie zrobią sobie kanapki, zostaną same w domu, zakupy zrobią, znowu można wyjść gdzieś poszaleć. Kto po latach „kieratu”;) poczuł ten oddech wolności, ten wie, o czym mówię. A jednak, co jakiś czas powracało dziecięce marzenie o kocie. Były już co prawda dwa myszoskoczki, ale to absolutnie nie to samo.

Biegające psy

fot. Ula Stanulewicz

„W tym domu będzie pies, jak Ola będzie chciała” cytat przyjaciółki domu.

Dzieci oczywiście: tak, tak, zwierzątko, super, hiper, fajnie. Ale ślubny nieugięty „za mojej kadencji w tym domu zwierząt nie będzie” (zapomniał chyba o myszoskoczkach, jak to mówił). Ula, córka moja i autorka zdjęć do tego wpisu najbardziej na świecie marzyła zawsze o psie. Gdziekolwiek byśmy nie pojechali na wakacje, zawsze znalazła sobie jakieś zwierze do opieki, najcześciej bezdomne. Inne dzieci w basenie czy też na innej uciesze allinclusive, a ta karmi okoliczne koty. Wojtek, jak to Wojtek, kto go zna, ten wie, „jak będzie zwierzątko, to się będzie cieszył, jak nie będzie to też ok”.

Ula z kotem

Ale co z tym kotem?

Ulka jak czegoś chce to umie dopiąć swego (po mamusi;)), Wojtka szybko przekonała, że on też marzy o psie tudzież innym kocie. Do przekabacenia został tatuś. Tu pomogłam trochę dzieciom, podpowiadając im, że na tacie robią wrażenie argumenty racjonalne. Dzieciaki się postarały, zrobiły tabelkę plusów i minusów posiadania psa lub kota. Oczywiście są bardzo kreatywne, więc plusów było dwa razy więcej niż minusów. Marek się zgodził (a u nas mniej więcej zawsze demokracja, więc musiał się zgodzić), tylko powiedział: „No dobra, niech będzie, ale z tego zwierza musi być pożytek jakiś, więc nie żaden kot, tylko niech to będzie pies”.

Hurra, będzie pies!

No dobra, będzie pies. Tylko jaki? Wia­domo, ma być nie­duży (w końcu ten lęk przed psami), aktywny, chętny do zabawy, naj­le­piej z wło­siem, bo dzieci były aler­gi­kami. Żeby się za dużo nie śli­nił i był łatwy w pie­lę­gna­cji, bo prze­cież na nadmiar czasu nie narze­kam. I oczy­wi­ste ule­gły, zorien­to­wany na wła­ści­ciela, nie­prze­ja­wia­jący domi­na­cji. A dla­czego nie pies ze schro­ni­ska? Zna­jomi psia­rze odra­dzali: „po raso­wym wia­domo czego się spo­dzie­wać, ni­gdy nie mia­łaś psa, weź takiego, z któ­rym łatwo jest postę­po­wać”. W inter­ne­tach są nawet kal­ku­la­tory, gdzie wybiera się swoje pre­fe­ren­cje i apli­ka­cja typuje psa dla Cie­bie. Fajna zabawa. Czy je pole­cam? Tak. Tylko ja… wybra­łam innego psa, nie tego, który wska­zał kal­ku­la­tor. Według algo­rytmu apli­ka­cji moje zało­że­nia naj­le­piej speł­nia cava­lier kings spa­niel. Cudowny, kochany psiak, jeżeli masz takie zało­że­nia jak ja wyżej, bierz cava­liera. Flo­rek Gosi jest wła­śnie słod­kim cava­lia­rem. Aktywny, chętny do zabawy, nie­agre­sywny, potulny, nie­duży. 70% pro­ble­mów by mi odpa­dło, gdy­bym wybrała cava­lierka.

Mefi - 5 mięsięcy

Pięciomiesięczny Mefi.

Pies z charakterem

Drugim w kolejności typem z kalkulatora był… manchester terrier. Zobaczyłam i przepadłam. A nie wybiera się psa po wyglądzie! Nikt tego nie poleca, ja też nie. No dobra, nie tylko wygląd przesądził. Ten mały czarny terierek tak mi się spodobał, że nagięłam trochę opis rasy pod swoje potrzeby. Mały, nieuciążliwy w pielęgnacji, wesoły, skory do zabawy, kompan do biegania, oddany w stosunku do właściciela (o tak, najbardziej lojalny z lojalnych), nigdy nieagresywny w stosunku do swoich ludzi (przy moim strachu przed psami to był bardzo ważny punkt), nieufny wobec obcych (ha, ha, ha dzisiaj wiem, jaki to eufemizm). I gdzieś tam było napisane, że ze względu na uparty charakter nie jest polecany na pierwszego psa… Udałam przed sobą, że tego nie widzę.

Mefi na Fortach Włochy

fot. Ula Stanulewicz

No i mam…psa z charakterem. I tak sobie pracujemy już dwa lata nad tym, żeby Mefi (Mefisto vel dr House Aluzja) zachowywał się w sposób cywilizowany. Łatwo nie jest. Ćwiczymy nierzucanie się na osobę, która wchodzi do nas do domu z zamiarem odgryzienia nogawek (obcych w domu wybitnie nie toleruje), ćwiczymy niewarczenie na sąsiadów, którzy wsiadają do windy, w której my już jesteśmy. Trenujemy też nieszczekanie na mijanych przechodniów i niebieganie za rowerzystami i biegaczami.

Lajla w lesie

fot. Ula Stanulewicz

Po roku dołączyła do nas trzyletnia Lajla (w schronisku nazwana Adą). Była tak zalęknioną sunią, że nie miała żadnych szans na adopcję. Gdy ludzie przychodzą do schroniska w poszukiwaniu psiego kompana, psy podchodzą do krat, szczekają, skaczą, robią różne rzeczy. Lajla siedziała w najciemniejszym kącie budy i nawet nosa z niej nie pokazywała. Była w schronisku ponad dwa lata i nikt nie miał szans jej zauważyć. A to wspaniały, mądry pies. Bardzo mądry. I jedyny, który tak kocha być ze swoim człowiekiem, że lubi być przypięty do smyczy.

Mam jednego psa, który na spacerze najchętniej rzuciłby się na każdego mijanego przechodnia (bynajmniej nie z miłości) i drugiego, który przed każdym takowym przechodniem ucieka, gdzie pieprz rośnie.

Lajla biegnie

fot. Ula Stanulewicz

Z dwoma psami jest trochę tak jak z dwójką dzieci.

Różnica między jednym a dwoma psami to trochę tak jak różnica między jednym a dwójką dzieci. Trudniej niż z jednym, ale za to więcej radości: ) Mówi się, że i tak się karmi i tak się chodzi na spacery, to co za różnica jeden czy dwa. Pomimo tego, że moje psy są w zbliżonym wieku, są podobnego wzrostu i wagi, mają podobne potrzeby, to i tak z dwójką psów życie jest bardziej uciążliwie niż z jednym. Poczynając od kontroli na spacerach, a kończąc na pakowaniu do podróży. Jednak plusy i tak przeważają minusy (mój mąż powiedziałby coś innego;)) Bawią się ze sobą, mają mniej stresu, zostając same w domu no i mamy więcej psiej radości, miłości i szczęścia.

A mogłam sobie prowadzić spokojne życie. Dzieci już ogarnięte w miarę, mogłam wracać z pracy, siadać na kanapie, oglądać filmy, czytać ksiażki lub robić nic. Zamiast tego wracam i usiąść nie mogę, bo dwie bestie obskakują mnie i domagają się spaceru. Gdzie by mi ktoś kazał chodzić w deszcz, błoto i inne takie uroki polskiej przyrody.

I tak marząc o czarnym kocie, skończyłam z dwoma psami.

my na spacerze

fot. Ula Stanulewicz

Obrazek Rodzina Stanuli wykonany przez bonzoobox.pl