Lajla na porannym spacerze - Fort Włochy
Aktywności

Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś

8 lutego 2017 na fanpage'u fundacji "Ratujemy Kundelki" pojawił się post:

Lajla w schronisku

Zdjęcia wraz z listem ukazały się na facebooku na "Ratujemy Kundelki"

cyt: Kochani.. Bardzo potrzebna pomoc. Przemyślana adopcja, dt lub udostępnienie...
Przeczytajcie prosimy list jaki do nas dotarł. Nas bardzo wzruszył i chcielibyśmy pomóc lecz niestety jest to bardzo trudne. Szukamy świadomego domu lub nawet domu tymczasowego dla suni. Ale przeczytajcie sami.... i jeśli możecie pomóc to zadzwońcie lub napiszcie.

"Witam, piszę do Was z ogromną prośbą o przyjęcie pod Waszą opiekę pewnej suczki która jest bardzo bliska mojemu sercu. Mam na imię Zuzia i niedługo skończę 17 lat. Od 4 lat jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierzat w Gnieźnie. Kocham pomagać zwierzętom i cieszę się kiedy mogę to robić. A nie ma nic lepszego od widoku merdającego ogona czworonoga. Uwielbiam wszystkie psy, które są w naszym schronisku, ale w listopadzie 2014 roku trafiła do nas pewna suczka - Ada, a w grudniu 2015 roku zaczęłam ją oswajać. Początki jej pobytu w schronisku były bardzo trudne. Cały czas siedziała wciśnięta w kąt swojego boksu z podkulonym ogonem. W ogóle się z niego nie ruszała. Przerażał ją widok ludzi, a dotyk wręcz ją paraliżował do tego stopnia, że robiła pod siebie siku i kupę. Nakłonienie jej do pierwszego spaceru po za teren schroniska wymagało dużo czasu. Najpierw Ada, musiała przyzwyczaić się do mojej obecności i mojego dotyku, co nie było takie proste, bo chowała się do budy i nie chciała z niej wyjść, ale po wielu tygodniach w końcu zaczęła mi ufać i pozwalała się dotknąć, jednak jej ogon wciąż był podkulony. Kiedy udało mi się już zapiąć jej smycz i wyprowadzić po za schroniskową bramę, suczka szła cały czas przy otaczającym schronisko murze. W ogóle nie chciała się od niego oddalić. Udało nam się przejść może ze 20 metrów. Jednak jak na Ade, to i tak był to duży sukces. Z czasem suczka nabierała do mnie co raz większego zaufania i pozwoliła mi wyprowadzać się na dłuższe trasy, chodź każdy gwałtowny ruch powodował w niej panikę i silną chęć ucieczki. Inne psy, ludzie, a zwłaszcza nadjeżdżające samochody bardzo ją przerażały, do tego stopnia, że chowała się w krzakach i z ledwością udawało mi się ją z nich wyciągnąć. Od momentu pojawienia się Ady w schronisku, wiedziałam, że to będzie trudna i wyczerpująca praca z nią, żeby ją oswoić, ale byłam gotowa poświęcić jej sporo mojego czasu i zaangażowania, żeby wyciągnąć ją z psiej depresji, by mogła znów zaufać ludziom i żeby jej ogonek na nowo merdał wesoło. Teraz jest już znacznie lepiej. Ada zrobiła na prawdę ogromne postępy. Zapięcie jej smyczy i wyprowadzenie na spacer nie stanowi juz problemu, bo Ada sama do mnie podchodzi i z chęcią wychodzi poza teren schroniska. Przy przejeżdżających samochodach podczas spaceru nie chowa sie już w krzaki, tylko cofa się krok w tył, co jest bardzo dużym sukcesem. Co raz częściej macha swoim ogonkiem i cieszy się na mój widok. Dotyk nie stanowi już dla niej paraliżującego strachu, a i głaskanie jej sie spodobało, że podchodzi do mnie i domaga sie piszczot. Jednak z Adą trzeba wciąż pracować. Bardzo chciałabym ją zaadaptować i spędzać z nią więcej czasu. Niestety jest to niemożliwe, ponieważ chodzę do szkoły z internatem. Do domu wracam tylko na weekendy. A moi rodzice nie są wstanie poświęcać jej tyle uwagi podczas mojej nieobecności. Wiem, że Ada potrzebuje znacznie więcej czasu, niż tylko dwu - trzygodzinnego spacer co sobotę, ale niestety ja nie potrafię dać jej go więcej. Co zimę boję sie o nią jeszcze więcej, że może nie przeżyć następnej nocy. Jest mi jej tak strasznie żal, gdy sobie pomyśle, że ona marznie tam w boksie, a ja siedze w ciepłym pokoju... Nie chciałabym, aby Ada znów trafiła w niepowołane ręce. Ada jest dla mnie tak ważna, chciałabym dla niej jak najlepiej, a wiem że Wasza fundacja może zapewnić jej bezpieczeństwo i najlepszą opiekę. Możecie sprawić, by dzięki codziennej pracy odzyskała zaufanie do ludzi i przygotować ją do adopcji, a gdy będzie juz na nią gotowa, oddać ją w dobre ręce, a nie pierwszej lepszej osobie. Ada znajduję się w tym samym schronisku z którego nie dawno przyjeliście dwie suczki Done i Sabe. Dlatego proszę Was z całego serca, byście przyjęli też Adę do siebie i zaopiekowali sie nią.... Czy mogę liczyć na Waszą pomoc? Serdecznie pozdrawiam, Zuzanna."

Lajla w schronisku.

Schronisko.

Od kiedy przeczytałam ten list, nie mogłam przestać myśleć o tej biednej suczce. Wiedziałam, że fundacja będzie mogła jej pomóc, gdy znajdzie się w Warszawie dom tymczasowy, w którym mała będzie dochodzić do siebie po schronisku i zostanie przygotowana do adopcji. Ale tygodnie mijały, a dom się nie znajdywał… To było czyste szaleństwo, u nas w domu mały rozrabiaka, z problemami do przepracowania, gdzie brać jeszcze drugiego psa, też z problemami… tylko innymi?

Zgłosiliśmy się do fundacji jako dom tymczasowy… Sąsiedzi na pewno pomyśleli o mnie "wariatka, z jednym psem sobie nie radzi, a wzięła drugiego".

Lajla w schronisku - próby oswajania

Schronisko. Tak zalękniona, że ani parówki, ani inne smaczki nie robią wrażenia. Strach jest silniejszy 🙁

Przyjechała do nas 1 kwietnia

Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. Do Warszawy przywieźli ją rodzice Zuzi i Zuzia. Zawieźli ją do wolontariuszki z fundacji, do psiego SPA. Ada była przerażona i nie dała się wykąpać. Wolontariuszka przywiozła ją do mnie. Ada miała na sobie dwie obroże i szelki, w sumie była na trzech smyczach — to wszystko dla jej bezpieczeństwa, za duża była obawa, że ucieknie. Z parkingu do mieszkania — jakieś 100 metrów, szła, a właściwie czołgała się — pół godziny. Tak bardzo nie chciała wejść do windy, że próbowała nas kąsać. Sama nie wiem jak, ostatecznie udało się i dotarła do mieszkania.

I tu … szok. Bo przecież Mefisto był wielką niewiadomą. Czy się zaakceptują, czy nie będzie jej dominował, czy wszystko będzie ok… Raczej scenariusze były czarne (ale przecież bez możliwości odwrotu). Mefi zaskoczył wszystkich, gdy przerażona Ada weszła do mieszkania, ten pokazał jej łbem miskę z wodą i przyniósł swój ulubiony gryzak (penis wołowy) i położył przed nią. A Ada zamachała ogonem : )

Lajla w drodze do Warszawy

1 kwietnia 2017 - w drodze ze schroniska w Gnieźnie do Warszawy

Początki

Pierwsze spacery wyglądały tak, że Ada chciała uciec, nie chodziła, tylko próbowała się przemknąć. Gdy tylko znalazła dziurę w ziemi, starała się w niej schować. Bała się wszystkiego i przed wszystkim chciała się ukryć. Nie oddychała normalnie, tylko dyszała i sapała.

Jedyne, z czym nie było problemu to Mefi: ) Już pierwszego dnia oddał jej swoje legowisko, a sam ułożył się na podłodze (chociaż on sam z siebie na podłodze się nie kładzie).

Lajla pozuje do zdjecia

Dom stały

Po tygodniu odezwały się dziewczyny z fundacji, że już czas napisać ogłoszenie, że Ada szuka domu stałego. Zaoferowałam się, że to zrobię, w końcu robię w marketingu, więc obiecałam suni, że zrobię jej takie ogłoszenie, że kto przeczyta, będzie chciał dać jej dom. Ogłoszenie zrobiłam, ale nigdzie go nie zamieściłam. No bo jak to… zaczęła mi ufać, uspokoiła się, unormował jej się oddech, zaczęła się cieszyć na spacery i mam jej fundować znowu stres?

Rozmawiałam z moją siostrą, mówię, że mamy sunię ze schroniska, szuka domu. Na co moja siostra: „No to już znalazła”.

Decyzja mogła być tylko jedna: zostaje.

Lajla śpi na kanapie

Stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to co oswoiłeś - Mały Książę. Antoine De Saint Exupery

Lajla w przedpokoju czeka na spacer

Jak yin i jang

Ada u nas w domu zmieniła imię na Lajla. Mefisto i Lajla. Jedno jasne drugie czarne, jedno energiczne, drugie spokojne, jedno hop do przodu, drugie wycofane. Nikt się nie spodziewał, że to będzie tak dobrana para. Okazało się, że są tego samego wzrostu (gdy Lajla przestała się czołgać, garbić, zaczęła chodzić wyprostowana, okazało się, że jest większa, niż myśleliśmy) i mają takie same wymiary. Teraz po roku Lajla jest dosłownie kilka centymetrów wyższa, kilka centymetrów szersza i kilogram cięższa.

Lajla bardzo szybko zabrała Mefiemu jego klatkę kennelową, tak, że musieliśmy kupić drugą. Co ostatecznie okazało się błędem, bo Lajla siedziała w niej całe dnie i nie chciała wyjść. Dopiero gdy jakiś czas temu zlikwidowałam klatki, Lajla zaczęła swobodniej chodzić po mieszkaniu.

Lajla z Mefim w jednym kennelu

Klatkę kennelową traktuje jak swój azyl, uwielbia w niej siedzieć

Niech żyje wolność...

Bardzo lubi spacery. Od samego początku ćwiczyłam przywoływanie. Po 6 tygodniach mogłam pierwszy raz odpiąć ją ze smyczy. Ładnie się pilnuje, chociaż lubi zwiedzać różne zakamarki co mnie denerwuje, bo oczywiście wolałabym ją cały czas mieć przy swoje nodze. W psie zabawy bawi się tylko z Mefim (do zabawy pozwala włączać się Toffikowi i Piorunowi, toleruje Demona, inne psy odgania, gdy próbują się z nią bawić). Z psami nie ma żadnych problemów, daje się obwąchać, ale nie lubi bliskich kontaktów, gdy za bardzo naruszają jej przestrzeń, pokazuje zęby lub warczy, ale nie jest konfliktowa. Tfu, tfu…

Lajla cały czas się zmienia, ciekawe, jaka będzie za kolejny rok? Gdy zapomina o strachu, pokazuje swoje całkiem nowe oblicze, wychodzi z niej niezły rozrabiaka. Razem z Mefim tworzą szalony duet szczekający na rowerzystów. I teraz to Lajla jest prowodyrką.

Lajla bawi się z Mefim w podgryzanie

Być blisko

Czasem mnie rozśmiesza. To chyba jedyny znany mi pies, który lubi chodzić na smyczy. Zdarza się, że z jakiegoś powodu przypinam Mefiego, a Lajli daję jeszcze trochę pobiegać. Ona wtedy nie chce biegać, tylko siada przede mną, nie dając mi przejść, barykaduje drogę, dopóki jej nie przypnę. Lubi też być czesana, sama się do tego nadstawia. Ale najbardziej lubi głaskanie. Teraz gdy przełamała lęk do ludzi, sama podchodzi do nich na spacerach (nie do obcych, tylko do takich, których zna) i domaga się głaskania.

Jest bardzo mądrym psem, ale jednocześnie wielką indywidualnością, absolutnie nie jest podatna na trening. Mam wrażenie, że wszystko szybko łapie, ale niekoniecznie chce wykonywać polecenia. Gdy Mefi w domu coś psuje, ja zwracam mu uwagę, żeby przestał, Lajla warczy na niego. Taką mam z niej pomocnicę. Dziwię się, że przez te ponad dwa lata w schronisku nikt jej nie adoptował, a z drugiej strony rozumiem, że ludzie nie mają czasu na wyprowadzanie na prostą tak skrajnie zalęknionego psa, dużo łatwiej jest przygarnąć psa bez problemów.

Lajla śpi w namiocie pod śpiworem

Wakacje 2017 - pod namiotem

Do przodu

Zuza wykonała z nią kawał trudnej pracy. Teraz po roku u nas, Lajla ma za sobą kolejne postępy. Pierwsze wizyty u weterynarza kończyły się zanieczyszczeniem stołu, bo Lajla robiła pod siebie ze strachu. Dlatego uprosiłam badanie nie na stole, tylko na podłodze. Kilka dni temu byliśmy na szczepieniu, postawiłam ją na stole, spokojnie przeszła badanie i szczepienie. Jestem z niej dumna.

Gdy pierwszy raz skaleczyła sobie łapkę, miałam problem, żeby jej ją opatrzyć, nie chciała dać się dotknąć, próbowała mnie gryźć. Ostatnio znowu na coś nadepnęła, ale tym razem sama do mnie przyszła i pokazała ranę. Takich zmian w jej zachowaniu jest sporo. Owszem, gdy ktoś wykona gwałtowny ruch to Lajla robi unik, ucieka. Ale już po chwili się prostuje i znowu merda ogonkiem.

Niekiedy słyszę pytanie, czy żałuję, że ją adoptowałam. NIGDY. Przeciwnie, gdy pomyślę jak żyła… żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Tylko oczywiście, gdybym zdecydowała się na adopcję psa ze schroniska wcześniej to nie byłby to ten pies, bo wcześniej to o niej nie słyszałam. Więc może tak miało być…

Lajla daje się oswajać wolontariuszce

Schronisko. Zuzia pomaga przełamywać lęki.

Zuza, dziękuję Ci, że zrobiłaś z Lajlą taki kawał dobrej roboty i że napisałaś do „Ratujemy Kundelki”. Dzięki temu mam wspaniałego, dobrego, kochanego psa.

Nie trzeba się bać adopcji „problematycznych” psów, ponieważ może się okazać, że tak naprawdę są to najcudowniejsze, wdzięczne istoty, którym wcześniej nie było dane pokazać, jakie są naprawdę. Nie dano szansy na to, aby się otworzyły. Przy takich psach często czas i zaangażowanie właściciela działa cuda.

Tak było u nas, plus pomógł drugi pies, Mefi. Do tej pory jest tak, że gdy Lajla czymś się denerwuje, coś ją przeraża to Mefi stara się ją uspokoić.

Poranny spacer